Czyżby… “Mój wujek Gnom 3″?

marzec 9, 2007 at 6:03 pm (Uncategorized)

Kolejna notka z serii Mój wujek Gnom, która wogóle nie przypomina poprzednich. Poprostu nie wiem jaki tytuł jej nadać, ale zapraszam do lektury.

Taaaaaaa… Dziewiąty marca. Dzień po dniu kobiet. Zaczął się weekend. No i wszyscy się z tego powodu cieszą. Ja sie nie ciesze, bo mam świadomość pracy i straconej części przyszłej niedzieli na jakichś zakupach, których tak naprawdę nie chce robić. Cholera, jak to sie dzieje, że nie cierpie zakupów z rodzicami? Zawsze jak z nimi gdzieś idę, to mam chęć się po prostu pociąć! Wchodzimy do sklepu:

- (ojciec) - patrz to jest fajne –> coś takiego na co sam patrzeć nie moge.

- (matka) - to jest fajne, ale patrz na cene –> no moja matka to jeszcze ma jakiś “młodzieżowy” gust, ale ojciec to najchętniej by mnie wsadził w spodnie w kancik i półbuty (ale nie jest zwolennikiem mundurków). No szlag mnie trafia. Chociaż najchętniej to zakupy robi mi się z wujkiem albo ciotką. Wujek mówi masz tyle i tyle wybierz coś sobie (i jest git, sam coś wybieram, a nie jest mi to narzucane, czy odmawiane). Ciotka… to jest ciekawy przypadek, ona już nawet nie mówi, że jest jakiś limit, no ale nie można przesadzać. (:-P)

Dobra, bo zaczynam pieprzyć bez sensu :-D.

Ostatnio spodobała mi się forma przedstawiania rzeczywistości przez Kubę. Może nie tyle rzeczywistości, co opisu tego co się wokół niego dzieje. Aby zapoznać się z tą formą, zajrzyj na jego bloga :-P . Otóż:

Szkoła. Fajnie, że jest i że można się w niej czegoś nowego nauczyć, chociaż tak naprawdę to ograniczyłbym swoją edukację na kilku przedmiotach z pominięciem, np. chemii, muzyki, geografii i religii. Są to cztery przedmioty, na których a) usypiam, b) dostaję złe oceny, c) po prostu się nudzę.

Znajomi. To chyba jedyna dziedzina życia, dla której faktycznie warto egzystować. Żałuję tylko jednego, że jako jeszcze dzieciak nie mam dla znajomych tyle czasu co dla pracy. “No cóż, życie…” Tylko nie wiem dlaczego, ale jakoś narazie nie chcę tego zmieniać… nie wiem dlaczego - i to mnie martwi.

Praca. Ciesze się, że ją mam i coś z niej mam. Oczywiście nie mówię tu o zbieraniu puszek i zarabianiu kilku groszy na oddawaniu papierów na makulaturę, tylko o webmasterstwie i grafice. Nie sądzę, że jestem jakimś naprawdę wysokiej klasy fachowcem, bo nie jestem. Często zwracam się o pomoc do bardziej doświadczonych w tych sprawach kolegów, ale oni nie zawsze są tak życzliwi jak chciałbym, żeby byli. Są monopolistami, którzy nie podzielą się wiedzą, żeby umiejętność poruszania się w jakiejś technologii została tylko dla nich. Jedyny minus takiej pracy - brak czasu na znajomych i dziewczynę, za co z całego serca ich i ją przede wszystkim bardzo przepraszam! Ale nie da się niestety zrezygnować z czegoś co się lubi.

Środowisko. To co nas otacza jest czymś dziwnym. Mówię tu o Łódzkich realiach. Przetrwanie - jakie fajne słowo, ale sprawdza się w 100%. Łódź jest takim miejscem w którym sprzeczają się pseudokibice z dwóch tutejszych klubów sportowych - ŁKS’u i Widzewa. Osobiście kibicuję ŁKSowi, ale nie jest to jakieś prawdziwe kibicowanie typu, obecność na meczach, czy oglądanie zmagań Łodzian w TV. Jakoś to, że kibicuję ŁKSowi weszło mi w krew w podstawówce. To tam zaczęły się zaczepki w stylu “Za kim jesteś?!”, no to na terenie ŁKSu trzeba było powiedzieć, że ŁKS. Jak się nie powiedziało nic, albo jak się powiedziało Widzew - to w ryj. Aktualnie ten proceder toczy się dalej. Podchodzi do Ciebie na ulicy dwóch dresów twojego wzrostu i bez skrępowania zadają Ci to pytanie na które nie znasz odpowiedzi. To jest jak Lotto. Masz 50% szans, że trafisz na poprawny klub. Najfajniejsze jest to, że dochodzi już nawet do “bratobójczych” spotkań. Podchodzi do mnie ŁKSiak i pyta za kim jestem, no to mu potulnie odpowiadam, że ŁKS. Nie ma bata, przyczepi się za to, że się wytypowało jego klub, a w najgorszym wypadku mnie jeszcze przeszuka w poszukiwaniu czegoś co można opchnąć u pasera i mieć kasę na alko, narkotyki i fajki. Przerażające, ale prawdziwe.

Pory roku. Już coraz bliżej wiosny i mnie to bardzo cieszy. W następny weekend wyciągnę zakurzony rower i zrobię przegląd. W gruncie rzeczy fajna sprawa, można się nauczyć trochę technicznych rzeczy itd itp. Mnie się to podoba i cieszy mnie, że czasami mogę pomóc kumplowi w drobnych regulacjach, czy remoncie jego sprzętu. Tak naprawdę to jest to drugie zajęcie którym chciałbym się zająć jakby nie wyszło mi z informatyką. A co do pór roku… no w końcu będzie ciepło i nie będzie trzeba nosić miliona warstw ubrań na sobie. To mnie pociesza.

Zainteresowania. Też bardzo ważna dziedzina, na której się troszeczkę zbytnio skupiam. Jak w poprzednim punkcie, wiadomo, że moją pasją jest rower. W skład moich zainteresowań wchodzą jeszcze: modelarstwo, technologia, informatyka, mechanika, żeglarstwo…. i wiele innych. Ostatnio poszerzam swoje horyzonty o krótkofalarstwo. Sekcja krótkofalarska na Akademii Młodych Twórców - bardzo cenię sobie to miejsce, z racji tego, że są tam ludzie, którzy naprawdę są zafascynowani tym co robią i chcą szerzyć tą wiedzę na młode osoby takie jak ja. I darze te osoby ogromnym szacunkiem.

No, ale nic. To tyle z takiego wyliczania. Może kiedyś do tego jeszcze wrócę, aby uzupełnić listę. Jeżeli wytrwaliście w czytaniu aż do tej linijki, to Was też darzę respektem za to, że macie czas na czytanie tych wypocin… :-P

Pozdrawiam, PlushaQ

Odnośnik Liczba komentarzy: 4