Czas, pieniądze, praca…

marzec 4, 2008 at 11:41 przed południem (Uncategorized)

Witam Was po przerwie! Jakby coś, tytuł nie odnosi się do mnie, tylko do szeroko pojętego określenia jakim jest “społeczeństwo”. A jak wiemy, społeczeństwo ostatnimi czasy to jedna wielka kupa gówna, aczkolwiek gdy coś się dzieje niedobrego to ludzie potrafią się solidaryzować i pomagać innym, co wczoraj bardzo mnie zdziwiło. Tylko nie bardzo wiem, czy to jest solidarność “anty kanarowa”, czy jednak ludzie się z litości odezwali - nie mam zielonego pojęcia! Ale przechodząc do sedna sprawy, tudzież do opowiedzenia całej historii, która jest bądź, co bądź dość ciekawa, śmieszna no i czasami naprawdę frustrująca.

3 Marca 2008r., pochmurne popołudnie. Tramwaj linii 12, numer wozu 1811. Wraz z Quarthem i Baqiem wsiadamy do tego złoma przy ul. Kopcińskiego i kierujemy się w stronę ul. Piotrkowskiej. Trochę uprzedzony do kanarów wyjmuję z kieszeni bilet i w drugim wagonie udaję się w stronę kasownika w środkowej części wagonu. Okazuje się, że jest zablokowany, a co gorsze, widzę, że gość obok mnie wyjmuje legitymację i już wiem… - kanar. Ale stosując się do opowieści Dantego, jak to w Wawie blokują kasowniki, żeby biletu nie skasować, myślałem, że nasi też znają takie sztuczki, ale troszku się pomyliłem. W każdym razie, odszedłem od kasownika i wróciłem do chłopaków w tylnej części tramwaju, kiedy podszedł kanar. I już słyszę te słowa, które przyprawiają mnie o dreszcze - “bileciki do kontroli”. Nie wiem dlaczego nie “bilety”, tylko “bileciki” do cholery?! W każdym razie, BaQ pokazuje migawkę, ja tłumaczę dlaczego mam czysty bilet i wciskam kolesiowi kit, że myślałem, że to on zablokował kasownik, ale się cholera myliłem - ten drugi był sprawny (xD). Ah! Został jeszcze Quarth! No tak, ten miał pecha… szukał biletu wśród 30, czy 40 skasowanych, ale nie fart, bo jak znalazł czysty to to lamerstwo i tak mu wypisało kwitek za darmową przejażdżkę. Czego to dowodzi? Że kanarzy to idioci, a mpk daje ciała pod każdym względem. Jak nie uszkodzony kasownik, to rozpieprzony tabor. Istna tragedia, a jeszcze roczek się z tym męczyć trzeba.

Poruszając już dwa z trzech części tytułu, pora na ten ostatni. Na to, co mnie ostatnio
najbardziej irytuje. Nawet bardziej niż kanarzy - brak punktualności! Od zawsze mnie uczono, żeby być kulturalnym, bla, bla, bla… nie SPÓŹNIAĆ SIĘ (!), ale niektórym to do łba nie wchodzi. God damn! Nie wiem jak to jest możliwe, że ja się potrafię wyrobić, a gość z którym jestem umówiony na 11, który mieszka 5 minut wolnym tempem ode mnie spóźnia się po 30minut, godzina… zależnie od nastroju. No to jest jakaś abstrakcja. Ja rozumiem, jakby był spoza miasta, ale nie do cholery, on mieszka 250 metrów ode mnie! To jest chore! Chociaż, teraz przypomniał mi się ktoś inny, kto pomimo umawiania się, kilka minut przed samym spotkaniem potrafi sobie znaleźć inne zajęcie. To jest dopiero frustrujące! Wyobraźcie sobie, jesteście umówieni, wychodzicie z domu, jesteście już w połowie drogi i dzwoni telefon - naturalne, że odbieracie. Jednak to co słyszycie doprowdza Was do szału - dlaczego? Bo nagle okazuje się, że ta osoba musi “gdzieś” pojechać. Tego chyba już nic nie przebije, ale mam nadzieję, że nigdy więcej w ten sposób czasu nie zmarnuje… (little bit ironically).

A jaki płynie morał z tego, że zużyłem trochę klawiaturę, żeby to napisać? A no taki, żeby
kasować bilety i nie umawiać się z ludźmi,  którzy nie potrafią dotrzymać słowa… simple conclusion.

Liczba komentarzy: 18

  1. Quarion powiedział(a),

    marzec 4, 2008 @ 1:31 pm

    Co do spóźniania się… Zdarza się, że wpada coś ważnego i nie można wyść z domu zanim się teg nie dokończy. Czasem jest to coś ważnego, a czasem coś błachego. Trzeba wziąć pod uwagę to, że jak nic nie stoi na przeszkodzie by dotrzeć na czas to spóźnienie nie ma miejsca. Oznacza to, że powodem spóźnień niektótorych osób nie jest brak wychowania czy jakiś kaprys, a konkretny powód. Narzekając tylko się nakręcasz, co jest powodem Twoich zastrzeżeń do każdego kto postępuje w inny sposb niż Ty o tym myślisz.

  2. PlushaQ powiedział(a),

    marzec 4, 2008 @ 1:35 pm

    Nie narzekałbym gdyby ludzie się nie spóźniali. Wyobraź sobie, że jesteś umówiony na ważne biznesowe spotkanie, masz podpisać jakąś ważną umowę i spóźniasz się… godzine! Myślisz, że ten drugi gość będzie na Ciebie czekał dłużej niż 15 minut? Wątpię… ;]

  3. Quarion powiedział(a),

    marzec 4, 2008 @ 1:40 pm

    Ale ważne spotkanie biznesowe to nie spotkanie ze znajomymi. Zupełnie odmienne sprawy. W takiej sytuacji bierze się pod uwagę presję jaką wywiera na Tobie spotkanie, a dokładniej jego konsekwencje. To jest podświadome. Dlatego nie możesz poprostu sobie powiedzie, że każde sptkanie jest ważne jak to “biznesowe”. Człowiek nie panuje nad własną podświadomością. Nawet jak tak uważa nie potrafi tego. Wiem to z autopsji

  4. PlushaQ powiedział(a),

    marzec 4, 2008 @ 1:48 pm

    Dobrze, ale jak się z kims umawiasz na godzinę, to dotrzymuj słowa. Ja na przykład od razu definiuję tą osobę jako niepoważną. Dobra, inny przykład skoro ten był może mało trafny. Spotkanie… powiedzmy koleżeńskie, na obiad/kolację. Dobre wychowanie przewiduje dwa warianty:

    a) przyjście na czas (nigdy wcześniej, chyba, że zostałeś poproszony/zaposzony na wcześniejszą godzinę)
    b) spóźnienie się do 15 minut tzw. “kwadrans akademicki”.

    Jeżeli spóźniasz się (tak ja dzisiaj), ponad godzinę, to możesz już być pewien, że osoba zapraszająca Cię, traci do Ciebie szacunek i możesz się spodziewać braku kolejnego zaproszenia z jego strony. Simple…

  5. Quarion powiedział(a),

    marzec 4, 2008 @ 1:54 pm

    Zgadzam się. Jest tak jeżeli nie powiadomisz tej osoby o spóźnieniu. Nie jesteć w stanie przewidzieć, co Cię spotka lb co będziesz msiał zrobić. Jeżeli któs Cię powiadomi o spóźnieniu t nie możesz mieć do niego pretensji. Spóźnieł się ale powiadomił o tym - robił wszystko by się spoźnić ale się nie udało. Żeby to zrozumieć wystarczy odrobina zrozumienia… To nie jest trudne a jakie pożyteczne…

  6. PlushaQ powiedział(a),

    marzec 4, 2008 @ 2:03 pm

    Ok, ale jeszcze wypadałoby powiedzieć ILE się spóźnisz. Bo równie dobrze pisząc, że się spóźnisz możesz być 20 minut później, albo - co gorsza - 20 godzin później, a to już jest lekka różnia i przesada zarazem.

  7. Quarion powiedział(a),

    marzec 4, 2008 @ 2:06 pm

    Nie zawsze jesteś w stanie określić ile się spóźnisz, a spóźniając się na nowo ustaloną godzinę przedstawiasz jeszcze gorszy obraz siebie….

  8. PlushaQ powiedział(a),

    marzec 4, 2008 @ 2:08 pm

    A nie przedstawiasz takiego obrazu spóźniając się za pierwszym razem, albo pisząc/mówiąc, że po prostu się “spóźnisz”? No troche niekonsekwencji jest w tym co napisałeś ;]

  9. Quarion powiedział(a),

    marzec 4, 2008 @ 2:39 pm

    Przepraszam Cię bardzo ale jak jedziesz do lekarza chociażby to nie wiesz ile to zajmie… Albo jak czekasz na telefon to musisz być póki nie zadzwoni… Swoimi wypowiedziami prezentujesz postawę egoistyczną i krytykującą wszelkie spóźnienie, spowodowane (w skrajnych przypadkach) takimi sytuacjami jak na przykład nagły wyjazd do szpitala. W takich sytuacjach nie określimy ile się spóźnimy… Taka osoba Twoim zdaniem przedstawia niekorzystny obraz samego siebie? Tylko dlatego, że nie wie co się wydarzy za 5 minut… A nikt tego nie wie….

  10. PlushaQ powiedział(a),

    marzec 4, 2008 @ 2:45 pm

    Zzałożenia, wiedząc, że idę do lekarza, nie umawiam się na inne spotkania. Jeżeli jedziesz do szpitala, to też wiesz, że szybko nie skończysz i wtedy dzwoniąc do danej osoby, mówisz, że jest tak i tak “nie wiem o której dotrę” i to jest akceptowalne. Ale nie wtedy, kiedy nie masz PRZED umówionym terminem NIC innego do roboty. To jest różnia, która nie wiedzieć dlaczego, w Twojej wizji zanika zanika.

  11. Quarion powiedział(a),

    marzec 4, 2008 @ 4:13 pm

    Ale słyszałem, że jak jak niektórzy jechali do szpitala to nie mogłeś tego zaakceptować i uznałeś, że CIę unika. Masz takie dziwne podejście do świata. Tu nie chodzi o to jaka sytuacja ma miejsce, a o to jakie masz do tego podejście. TO jest chore…

  12. PlushaQ powiedział(a),

    marzec 4, 2008 @ 4:18 pm

    Taaak? Powiedz mi kiedy to było i o kim mowa, a ja odpowiem co myślę na ten temat. Poza tym, nie wiem po co upierasz się przy tym, że spóźniając się nie robisz nic złego?

  13. Quarion powiedział(a),

    marzec 4, 2008 @ 5:05 pm

    Nie mówię, że to nie jest nic złego. Jednak robienie z tego takiej afery i sama opinia o takich ludziach wydaje mi się przesadzona. Sam wiem, że to jest nieodpowiednie. I za każdym razem jak ja się spóźniam nie czuję się wcale dobrze. Jednak jak ktoś prowokuje do dyskusji to potrafię zauważyć chore poglądy i błędy po obu stronach…

  14. PlushaQ powiedział(a),

    marzec 4, 2008 @ 5:08 pm

    Ale jakiej afery? Gdzie Ty tu widzisz aferę? Mam bloga na którym piszę to co mnie boli, denerwuje, w jakiś sposób frustruje, ale czy to co napisze ma byc od razu aferą? Wątpie…

  15. Tylda powiedział(a),

    marzec 4, 2008 @ 11:07 pm

    PlushaQ, pamiętaj tylko, że czasem spóźniamy się naprawdę nie z naszej winy. Ot, mój przykład. O 15:50 powinna przyjechać 11, by zabrać mnie do domu. Nie, nie ma jej, po jakiś 5 minutach przyjeżdża 15, ale ona nie urządza mnie zbytnio, bo i tak na rondzie lotników muszę się przesiąść w 11, której nie było albo w 46, które jeździ rzadko i jeszcze mniej punktualnie. Trudno, wysiadam na tymże rondzie i co widzę za 15? Kolejną 15 ;] po minucie na horyzoncie widzę 11, czyli jest na przystanku za 3 minuty. Dobra, jadę już na ostatni przystanek i modlę się, by ten mały kurdupel mi nie zwiał/przyjechał niedługo. W efekcie całej zabawy jestem spóźniona, ale powiedz mi, czy to moja wina? Gdyby mpk jeździło zgodnie z rozkładami nie spóźniłabym się. Jedyne, co według Twojej miary mnie ratuje to to, że wracałam na moje kochane zadupie, czyli przez pół miasta ;] jakieś… 40 minut jazdy, jak dobrze pójdzie. Od Tomka równo godzinę ;]
    Btw. Twoje prosiaki zaczęły się pojawiać u mnie ;) [jeśli jeszcze to pamiętasz...]

  16. PlushaQ powiedział(a),

    marzec 5, 2008 @ 9:37 przed południem

    Nie, no, powoli popadamy w skrajności. Jeżeli mowa o jeździe tramwajami, podrozowaniu przez pol miasta (co uwzglednilem w notce), no to jest to jeszcze zrozumiałe, nie ma problemu. Problem pojawia się wtedy, jak masz do przebycia dosłownie 5 minut drogi! Tu jest problem, tu nikt ni musi wsiadać w tramwaj.

    Kiedyś muszę tam wpaść i je obejżeć, ale to jak będzie trochę cieplej. ;)

  17. Tylda powiedział(a),

    marzec 5, 2008 @ 11:28 przed południem

    Wiesz, ale jak masz do przebycia te 250 metrów to zawsze sobie mówisz, że zdążysz ;) i w tym czasem problem ;] efekt jest taki, że spóźniają się ci, którzy mają najbliżej a nie ci, którzy jadą pół miasta ;]

    No ja myślę :PP

  18. Adrian powiedział(a),

    marzec 12, 2008 @ 12:20 przed południem

    Oo Idzcie na GG :P

Wyślij Komentarz