It’s too tight… even too tight for me!
Tytuł nawiązuje do tekstu, który ostatnio zasłyszałem w szkole, ale troszeczkę zmodyfikowany odnosi się do innego tematu.
Otóż tak: mamy modę, mamy młodzież napaloną na wszystko co modne i dość często mamy przez to wszystko tzw. modne niewypały (taki mój zabieg stylistyczny – nawet nie wiem jak to się po “fachowemu” nazywa). Czym jest modny niewypał? Jest on połączeniem panującej mody z osobą, która do niej ni jak nie pasuje. Może rok temu, może wcześniej – nie pamiętam, nie interesuję się tym – narodziła się moda na obcisłe koszulki, ciasne spodnie (rurki czy jakoś tak, nie jestem pewien) itp. No, jeżeli takie ubranie jest zakładane przez pasującą do niego osobę – kieruję ten tekst do dziewczyn – z ładną figurą, prostymi nogami i brakiem oponek upodabniających taką osobę do maskotki Michelin, to wszystko jest ok i bardzo fajnie to wygląda. Niestety nie wszystkie koleżanki znają umiar i muszą mieć to co mają inne, żeby pokazać, że są fajne. Bardzo często jednak ta fajność kończy się moim zniesmaczeniem gdy idę ulicą i spoglądam na mijające mnie rówieśniczki – ciasne spodnie w piękny sposób pokazują ich “piękno”, uwypuklają cechy tzw. dobrej dziołchy, że w zimę ma grzać, a w lato cień dawać. Nie czaję tego… jeżeli ja wiem, że mam rozbudowane uda – swego czasu jeździłem bardzo dużo na rowerze – to wiem też, że będzie to raczej kijowo wyglądać w tych ciasnych spodenkach, dlatego kupuję luźne. I dlatego proszę Was, dziewczyny, jeżeli widzicie, że nie nadajecie się na zajebiście modne spodnie, to odpuśćcie i kupcie coś co chociaż trochę zamaskuje to co macie “na sobie”.
Chociaż sądzę, że z naturą kobiecą nie wygram. Głupia sukienka na jakąś galę/bal czy co tam innego, nie może być założona dwa razy – o NIE! Przecież trzeba pokazać koleżankom, że ma się nową kieckę, nie? Dlaczego tylko faceci cierpią i w każdym garniturze wyglądają niemal identycznie? Też miałbym prawo zmieniać kolorystyke na każde wyjście – w końcu żyjemy w wolnym kraju, gdzie kobiety domagały się równouprawnienia!
Pozdrawiam,
PlushaQ
Microsoft w Polsce
Kontynuując rozmyślania na temat obecności produktów Microsoft w Polsce, możemy zauważyć, że żadne z przedsiębiorstw należących do Państwa nie korzysta z innego systemu operacyjnego niż Windows! Dlaczego? Bo to stabilny system, którego zabezpieczenia pozwalają na korzystanie z niego bez firewall’a i antywirusa? Bo jest logiczny, prosty w obsłudze i jeszcze nigdy i nikogo nie zawiódł? No raczej nie, ponieważ jest to kwestia reklamy. Nie mówię tu o reklamówce telewizyjnej czy internetowej, ale o wizytach Bill’a Gates’a w Polsce. Tak, niestety ten Pan kilka razy pojawił się u Polskiego Prezydenta (niestety nie pamiętam czy z Kaczyńskim się widział) i zawarł “umowę” z prezydentem na mocy której każda instytucja państwowa musi korzystać z oprogramowania Microsoft. Niby prezydent, a łamie podstawowe prawa konstytucji – prawo wyboru. Dlaczego CBA MUSI mieć Windows, dlaczego PGE MUSI mieć Windows? Chociaż… to ma sens. Nie tak dawno było głośno o zabezpieczeniach stron i serwerów na których leżą strony www.policja.pl; www.kprm.gov.pl itp. Czyli z tego prosty wniosek: nasi “fachowcy”, którzy zajmują się zabezpieczeniami sieci stoją na tym samym stołku co Ci, którzy decydują o wyborze software’u, są kretynami ze znajomościami i małym doświadczeniem.
Ale co poradzić w czasach kiedy ok. 80% użytkowników komputerów to Windziarze? Jedynym pocieszającym mnie faktem jest to, że z roku na rok zwiększa się liczba użytkowników innych systemów operacyjnych (MacOS, Linux).
Nie jesteśmy skazani na Windows!
Otóż to… NIE jesteśmy skazani na Windows. Tekst kieruję głównie do osób, które nie lubią Windowsa, a mają zamaiar kupić laptopa. Napewno wielu z Was – czytelników – ma jakiegoś znajomego, który kupił notebook’a z systemem operacyjnym (jeżeli można to tak nazwać) Windows, a który później zainstalował inny system, np. Linux. Wszystko cacy, ale po co w takim przypadku płacić za licencję Windows i tym samym dofinansowywać Windows (przecież już nie chcemy, żeby premiery miały kolejne jego odsłony)? Aktualnie 70% firm, które sprzedają laptopy, jak np. HP, Sony, Toshiba itd. podpisało umowę z Microsoftem, w której zawarte zostały ustalenia co do instalacji na tych komputerach systemu Windows Vista. Niestety, przez postanowienia tych umów, nie możemy zrezygnować z Windowsa, podczas zakupu komputera. Sprzedawca odpowie nam, że nie jest to możliwe. Sam tego doświadczyłem, gdy zapatrywałem się na Sony Vaio jakieś pół roku temu. Niektóre laptopy są wręcz dedykowane pod dany system (tutaj Windows Vista) i nigdzie nie da się znaleźć sterowników do części hardware’u laptopa, za które bądź co bądź zapłaciliśmy. Dajmy na to, wyżej wspomniane Vaio. Owszem, po zakupie komputera możemy (we własnym zakresie) zainstalować inny system, tutaj dajmy na to Windows XP, ale sprzęt zostanie okrojony z niektórych fukncji – kamerka, dodatkowe klawisze funkcyjne itp. Zaraz odezwą się głosy “spytaj wujka google” – przykro mi, wujek google nic nie wie na temat sterowników do kamerki Vaio dla XP, szukałem czegoś na ten temat kilka dni.
Ale istnieje sposób na odzyskanie pieniędzy za licencję Windowsa, za którą zapłaciliśmy (oczywiście jeżeli komputer nie jest dedykowany systemowi innemu niż zainstalowany, w przeciwnym wypadku wystąpienie o zwrot nie ma sensu). Na dzień dzisiejszy o zwrot pieniędzy wystąpiły 3 osoby. Brytyjczyk, Polak oraz Czech. Sytuacja wygląda tak: kupujemy laptopa, do którego sterowniki do innych systemów możemy znaleźć na stronie producenta, bądź zostały napisane przez osoby trzecie, a następnie piszemy pismo do oddziału Microsoft w naszym kraju i szast prast – odzyskujemy kasę ;] Proste, nieprawdaż? A jakie przyjemne…
Bardzo boli również fakt, że instytucje Państwowe są skazane na Windows, ale o tym następnym razem ;]
Pozdrawiam po długiej przerwie ;]