Nie miałem ostatnio weny na pisanie czegokolwiek na bloga, ale to, co ostatnio mnie spotyka na matmie i polskim przyprawia mnie o frustrację.
No to od początku, come on. Lekcja matematyki. Nie wiem dlaczego wcześniej mnie to nie drażniło, w każdym razie zaczęło mnie to denerwować jakiś tydzień, dwa tygodnie temu. No powiedzcie szczerze, co robi uczeń.. nie. Co Wy byście zrobili, gdybyście rozwiązywali zadania szybciej niż Wasi koledzy i koleżanki z klasy? No w sumie macie dwie logiczne z punktu widzenia ucznia opcje:
1. Zrobić kolejne zadanie w ciszy i spokoju;
2. Ponudzić się trochę czytając kolejny rozdział książki, czy innej instrukcji miksera którego dostaliście pod choinkę (hipotetycznie).
Oczywiście były to opcje LOGICZNE, ale są również kretyńskie, a mianowicie… “Pani Profesor, które następne…?”. No boże święty niech krew nagła takiego zaleje. Jak się to słyszy raz w ciągu 45 minut to jeszcze pal licho, ale jak się to słyszy co 5 minut na przestrzeni 45 minut to już szlag człowieka trafia. Ale o czym to świadczy? O szpanie? “Patrzcie, ja zrobiłem to szybiej o minutę niż Wy…” No ekstra, pogratulować - chcesz jakąś statuetkę w związku z tym? BEZ SENSU! Jak już skończyłeś, to rób kolejne bez pytania czy masz to zrobić, czy nie! Te ćwiczenia są dla Ciebie - jeżeli je zrobisz, wiesz więcej, jeżeli nie, wiesz tyle ile dowiesz się na lekcji.
Jeszcze pozostaje sprawa j. Polskiego. O jezu… dlaczego wszyscy są wtedy tacy flegmatyczni?! Pomijając fakt, że na tej lekcji nie słyszę nawet tego, co mówią ludzie siedzący 2 ławki za mną - pozdrowienia Troper, czy też siedzący ławkę przede mną, tu z kolei ukłon w stronę Homika. A najgorsze jest to, że przez to wszystko usypiam… chociaż, nie ukrywam, że sam się łapię na takim woooolnym, rozciąąąągłym wypowiadaniu swoich opini. Przesrana sprawa.
Powiem szczerze, że od tygodnia się zbierałem, żeby to napisać, ale ponownie lenistwo zwyciężyło! ;]
Pozdrawiam humanistycznych flegmatyków i matematycznych zapieprzaczy (czy jak to tam nazwać).
Odnośnik
Liczba komentarzy: 6
Święta, bardzo interesująca sprawa. Pełna komercjalizacja, kasa, sztuczna wiara, tak, żyjemy w chorym świecie.
Nie rozumiem tego. Wyglądam przez okno, widzę jakąś rodzinkę w pełnym rynsztunku (garnitury, futra z “norek” i te sprawy) wsiadającą do świeżo wypolerowanego Matiza i odjeżdżają… pierwsza myśl? - jadą na Wielkanocne śniadanie, tudzież jadą odwiedzić rodzinę w związku ze świętami. BŁĄD! Jadą do kościoła, ale co ciekawsze - kościół znajduje się 500m od miejsca ich zamieszkania. Myślicie teraz zapewne, że tylko z domysłów wiem, dokąd pojechali. No niestety… zostałem wyciągnięty w ten słoneczny dzień właśnie do tego kościoła pod którym widziałem później prezentującą się, w/w rodzinkę. I powiedzcie mi, o czym to świadczy? Co ma to pokazać?
“Patrz, sołtys ma wypolerowany samochód, a Ty nie! Jesteś zły, powinieneś być jak sołtys, bo sołtys jest bliżej Boga, sołtys pije wódkę z proboszczem, więc jak Ty wypolerujesz swojego 126p to też masz większe szanse na “zapukanie do niebios bram”, tak jak ON!”
Chociaż czasami się zastanawiam, czy Ci wszyscy kretyni z X5, Jaguarami, którzy podjeżdżają pod kościół nie przyjechali się czasem wyspowiadać z tego, jak zarobili na te fantastyczne (w ich mniemaniu) samochody. No bo powiedzcie szczerze, po co kupować X5? Żeby wyrzucić w błoto nadmiar forsy na samochód, który w gruncie rzeczy… ssie? No bo co w nim takiego fajnego? Silnik pojemności 3 - 4.8 litra? To, że patrzy się na innych z góry myśląc “ha! ale frajer, ma malutki samochodzik”, bo bezpieczeństwo tego ścierwa wcale nie jest wyższe względem ciekawszych samochodów w podobnej cenie, poza tym… “beemka” to samochód dla dresiarstwa, no ale każdy jeździ tym czym lubi, albo tym na co go stać, nieprawdaż?
No, ale piszę tutaj o głupocie ludzkiej, a mamy takie piękne święta… (ponoć).
Wesołych wszystkim czytającym, odwiedzającym i nie tylko 
Odnośnik
Brak komentarzy
Witam Was po przerwie! Jakby coś, tytuł nie odnosi się do mnie, tylko do szeroko pojętego określenia jakim jest “społeczeństwo”. A jak wiemy, społeczeństwo ostatnimi czasy to jedna wielka kupa gówna, aczkolwiek gdy coś się dzieje niedobrego to ludzie potrafią się solidaryzować i pomagać innym, co wczoraj bardzo mnie zdziwiło. Tylko nie bardzo wiem, czy to jest solidarność “anty kanarowa”, czy jednak ludzie się z litości odezwali - nie mam zielonego pojęcia! Ale przechodząc do sedna sprawy, tudzież do opowiedzenia całej historii, która jest bądź, co bądź dość ciekawa, śmieszna no i czasami naprawdę frustrująca.
3 Marca 2008r., pochmurne popołudnie. Tramwaj linii 12, numer wozu 1811. Wraz z Quarthem i Baqiem wsiadamy do tego złoma przy ul. Kopcińskiego i kierujemy się w stronę ul. Piotrkowskiej. Trochę uprzedzony do kanarów wyjmuję z kieszeni bilet i w drugim wagonie udaję się w stronę kasownika w środkowej części wagonu. Okazuje się, że jest zablokowany, a co gorsze, widzę, że gość obok mnie wyjmuje legitymację i już wiem… - kanar. Ale stosując się do opowieści Dantego, jak to w Wawie blokują kasowniki, żeby biletu nie skasować, myślałem, że nasi też znają takie sztuczki, ale troszku się pomyliłem. W każdym razie, odszedłem od kasownika i wróciłem do chłopaków w tylnej części tramwaju, kiedy podszedł kanar. I już słyszę te słowa, które przyprawiają mnie o dreszcze - “bileciki do kontroli”. Nie wiem dlaczego nie “bilety”, tylko “bileciki” do cholery?! W każdym razie, BaQ pokazuje migawkę, ja tłumaczę dlaczego mam czysty bilet i wciskam kolesiowi kit, że myślałem, że to on zablokował kasownik, ale się cholera myliłem - ten drugi był sprawny (xD). Ah! Został jeszcze Quarth! No tak, ten miał pecha… szukał biletu wśród 30, czy 40 skasowanych, ale nie fart, bo jak znalazł czysty to to lamerstwo i tak mu wypisało kwitek za darmową przejażdżkę. Czego to dowodzi? Że kanarzy to idioci, a mpk daje ciała pod każdym względem. Jak nie uszkodzony kasownik, to rozpieprzony tabor. Istna tragedia, a jeszcze roczek się z tym męczyć trzeba.
Poruszając już dwa z trzech części tytułu, pora na ten ostatni. Na to, co mnie ostatnio
najbardziej irytuje. Nawet bardziej niż kanarzy - brak punktualności! Od zawsze mnie uczono, żeby być kulturalnym, bla, bla, bla… nie SPÓŹNIAĆ SIĘ (!), ale niektórym to do łba nie wchodzi. God damn! Nie wiem jak to jest możliwe, że ja się potrafię wyrobić, a gość z którym jestem umówiony na 11, który mieszka 5 minut wolnym tempem ode mnie spóźnia się po 30minut, godzina… zależnie od nastroju. No to jest jakaś abstrakcja. Ja rozumiem, jakby był spoza miasta, ale nie do cholery, on mieszka 250 metrów ode mnie! To jest chore! Chociaż, teraz przypomniał mi się ktoś inny, kto pomimo umawiania się, kilka minut przed samym spotkaniem potrafi sobie znaleźć inne zajęcie. To jest dopiero frustrujące! Wyobraźcie sobie, jesteście umówieni, wychodzicie z domu, jesteście już w połowie drogi i dzwoni telefon - naturalne, że odbieracie. Jednak to co słyszycie doprowdza Was do szału - dlaczego? Bo nagle okazuje się, że ta osoba musi “gdzieś” pojechać. Tego chyba już nic nie przebije, ale mam nadzieję, że nigdy więcej w ten sposób czasu nie zmarnuje… (little bit ironically).
A jaki płynie morał z tego, że zużyłem trochę klawiaturę, żeby to napisać? A no taki, żeby
kasować bilety i nie umawiać się z ludźmi, którzy nie potrafią dotrzymać słowa… simple conclusion.
Odnośnik
Liczba komentarzy: 18
Odnośnik
Aby przeczytać komentarze, musisz wprowadzić hasło.
Dobra, pobiłem rekord - kwartał słodkiego nic nie pisania. Ah, cóż to był za czas rozpusty… dobra, nie okłamujmy się, bo nie był. To, że nie pisałem nie oznacza zwiększonej przeze mnie ilości godzin spędzonych nad książkami. Nie oznacza to również, że nie miałem komputera/Internetu. Nie… po prostu byłem tak LENIWY, że to się w pale nie mieści.
Można by pomyśleć, że skoro moja kochana mamusia się informatyzuje i podbiera mi komputer, to się pouczę, ale nie - latam po tych całych kanałach muzycznych, na których i tak nic nie można znaleźć. I właśnie to mnie tak dotkliwie wkurza, że każdy kto płaci abonament oczekuje czegoś nowego. Może czasami nie nowego, ale oczekuje tego, co dana stacja ma nadawać. Jak mają na niej lecieć filmy sensacyjne, to puszczają sensacyjne. Jak ma lecieć porno, to leci porno. Jak ma lecieć muzyka, to puszczają reklamy nowego jogurtu i jakieś płytkie programy o tym, jak jakiś amerykański frajer umawia się z matką dziewczyny której nie zna, tylko po to, żeby później wybrać się z nią na randkę. No czysta beznadzieja. Wczoraj - gdy przy kompie podsiadła mnie matka - oglądałem telewizję. Śmigałem po tych kanałach jak szalony. Góra, dół, góra, dół… nic nie było ciekawego na tym, co zapewnia nam antena dachowa. Wobec tego myślę sobie - posłucham muzyki i pooglądam teledyski! Pomysł nawet fajny, można się zrelaksować po trudzie siedzenia tydzień w domu… NIE! Nie można! A wiecie dlaczego? Bo na sześć stacji muzycznych (viva polska, mtv polska, mtv 2, mtv base, mtv jakieś tam i 4fun tv) tylko 4fun grał muzykę (co prawda jakaś kakofonia, ale ok..), na vivie leciała jakaś idiotka, która nie potrafiła się wysłowić, mtv to oczywiście “Pimp my Ride” i pomysły, które są totalnie kretyńskie i masakrycznie paskudne samochody w wykonaniu tych ludzi, mtv2 to reklamy, a base i to drugie coś od mtv dawało nowy, zajebisty show!! (Mam nadzieję, że widzicie w tym ironię…) Jedyne co mi przy tym stanie rzeczy pozostało, to przeczytać w końcu książkę.
Szanowny Pan Aldous Huxley. Ok, z całym szacunkiem do twórczości i obrazu walki z systemem w książce pt. “Nowy wspaniały świat”, ale po ciężkiego gwizdka początek tej książki to jakieś pół-biologicznie pieprzenie o dupie Maryni?! Zapewne Huxley przewraca się teraz w grobie, gdy widzi co piszę, ale cholera… takie są fakty. Książka jest nudna i do dupy. Na osiemnaście rozdziałów, coś się dzieje dopiero w piętnastym, więc po co mam czytać pierwszych czternaście?! Tocz to marnotrawienie papieru. Mogłem wydrukować tylko 4 rozdziały i wiedziałbym mniej więcej tyle samo, bo z początku niewiele pamiętam w tym momencie. 36 stron zamiast 176 - i jeszcze będę musiał przez tą książkę wymienić tusz w drukarce, bo menda jest atramentożerna. Zachowuje się jak chamerykańske muscle car’y.
Cholera, napisałem ten tekst, a jeszcze nie ma tytułu. Może kolejna część “Wujka Gnoma”? Nie, pozostawię to jako “untitled” tak jak KoRn i Metallica.
I właśnie jak kończę pisać tą notkę, to sąsiad skończył wiercić w ścianach i w głośnikach rozbrzmiewa Serj Tankian (wokal SOAD’u na solowej płycie).
Odnośnik
1 komentarz
Yeah!! Gdy zgarnąłem kolejną jedynkę w budzie, to się obudziłem i stwierdziłem, że to Liceum… Pomyślałem sobie “damn, ale ja jestem bezproduktywny” i postanowiłem o tym napisać - chociaż to, że piszę jest zaprzeczeniem bezproduktywności, bo coś tworzę :D.
W każdym razie, fajnie nie jest… Jestem zagrożony z chemii (pierwszy raz w życiu mam jakiekolwiek zagrożenie!! xD), ale nie ma się co chwalić, to jest raczej żałosne. Bądź co bądź ostatnimi czasy stwierdzam, że moje lenistwo sięga zenitu. Wiem, że powinienem się uczyć, ale tego nie robię. Zamiast tego gram w World of Warcraft, ale uważam, że nie jestem uzależniony (na szczęście). Co jakiś czas podczas gry, zadaję sobie pytanie - “po co?”. No po cholerę niszczę oczy i marnuję czas, który mógłbym zagospodarować i pouczyć się chociażby chemii? Po co robie coś, z czego nie mam ŻADNYCH korzyści? Dlaczego… co jakiś czas mówię sobie: “Od następnego poniedziałku biorę się za naukę” i dlaczego nie wypełniam tego postanowienia, no kurwa dlaczego?! Sam nie jestem w stanie sobie na to pytanie odpowiedzieć. Ostatnio próbowałem to wytłumaczyć samemu sobie i doszedłem do wniosku, że chyba nie uczę się “na złość”. Na złość matce… dlaczego? - zapytacie. Otóż dlatego, że to Ona najbardziej mnie denerwuje pod względem nauki. Nie mam jej tego za złe, ale jest to jednak irytujące, kiedy - nawet jak się uczę - przechodzi obok mnie i mówi “ucz się”. Ucz się, ucz się, ucz się… “I tak kurwa do zajebania” - no szlag człowieka trafia. Nawet powiedziałem jej, żeby tego nie robiła, bo chyba dobrze wiem co dla mnie dobre, co złe i czego powinienem się trzymać, a czego nie. Niestety, jak to rodzic - przytaknęła, powiedziała że już mnie tak nie będzie dręczyć, ale z utrzymaniem tej obietnicy już są spore problemy.
Od jakiegoś czasu zastanawiam się, po co w szkole są niektóre przedmioty. Mówię tu o, np. Chemii i Biologii. No po co mi wiedza o jakimś tam protiście, czy jakimś aparacie Golgiego, czy jak to się pisze. Wydaje mi się, że są to ostatnie dwa lata kiedy słyszę te steki zbędnych pierdół i nigdy więcej, aż do śmierci nie będę musiał o tym słuchać. Skoro tak, to po co mam działać na zasadzie ZZZ (zakuj, zalicz, zapomnij) i marnować czas i swoją pamięć na coś co mi się nigdy nie przyda?! Ten czas już wolałbym poświęcić na doskonalenie tego co już umiem z innych dziedzin wiedzy! Niestety jeszcze przez te dwa, trzy lata jesteśmy zmuszeni do nauki czegoś co nam się nie przyda, ale trudno…. - to tylko 2 lata, a jak czas będzie leciał tak jak leci do tej pory, to się nie kapniemy kiedy to minęło.
Odnośnik
Liczba komentarzy: 17
Ha…. I kolejny post z serii znanego Wujka Gnoma! Jak zawsze na wstępie uprzedzam, że temat nie ma praktycznie żadnego związku z postem. No może ma, ale o tym później.
Wychodząc na przeciw młodzieży, która bez alkoholu i dragów nie potrafi się dobrze bawić, postanowiliśmy wraz z Kubą poszukać jakichś fajnych wibratorów. Co ciekawe… poszukiwania były bardzo owocne. Znaleźliśmy modele nazwane m.in. “Delfinek Penetrator”, “Konan Barbarzyńca”, “Batman z rozkładaną peleryną” itd. Chociaż lista wibratorów była naprawdę bogata, to jednak postanowiliśmy poszukać innych tego typu zabawek i natknęliśmy się na coś, co każdy facet mieć musi. Cytuję nazwę “Fiutek___5xDłuższy___5xWiększy___Pompka”. No ewenement na skalę światową…. xD
Kolejny ewenement dzisiejszego dnia to zasrana kolejka na kochanej poczcie polskiej. Stoimy z Kubą i czekamy… poprosiłem o zasrane druczki żeby wysłać paczki i w tym momencie weszła grupa jakichś napalonych na wysyłanie paczek staruszków i agresywnych babć kierujących się rządzą kupna kopert z bąbelkami. Tragedia… Straciliśmy tam niezły kawał czasu, obstawiam, że gdybyśmy nie natknęli się na te agresywne babcie, to bylibyśmy w stanie jeszcze pójść na dobry obiad (pomijając fakt, że nie mieliśmy na to kasy oczywiście…). Jest to kolejny przykład na to jak zachowują się w naszym kraju staruszkowie…
… jednak licealna młodzież nie jest wcale bardziej rozwinięta intelektualnie. dla przykładu, co mogą robić dwaj szesnastolatkowie wybierając co można sprzedać na allegro? No co mogą robić… no nic innego jak bawić się żetonami z pokemonów, jednocześnie rozmawiając nt. sprzedaży pieca kaflowego i dyskutując na temat beznadziejnie sfotografowanych pozycji w kamasutrze. Oczywiście w między czasie okazując miłość do zwierzątek futrzastych… nie będę cytował xD
Jednak w trakcie gdy to piszę, najbardziej mnie zastanawia co zachwyca Kubę bawiącego się wskazówkami od zegarków. No w każdym razie robi to już od dłuższego czasu i nie ma mu się to zamiaru znudzić - nie zdziwię się jak zostanie na noc i dalej będzie się nimi bawił…
Dobra, kończe bo można by tak do rana i później o wiele, wiele dłużej…
Pozdrawiam
PlushaQ
Odnośnik
Liczba komentarzy: 9
TAK! Sądzę, że każdy z Was których czyta niniejszą notkę w pełni się ze mną zgodzi! Co prawda Tytuł jest dwuznaczny - jedni zrozumieją dosłownie, a wtajemniczona grupa osób trochę inaczej. W każdym razie, tak czy inaczej trzeba to zrobić - walczyć. xD
No dobra, to tyle tytułem wstępu. Co prawda zastanawiałem się czy nie zrobić z tego nowego odcinka “Wujka Gnoma”, ale postawiłem jednak na oryginalność i na docenienie Roberta i Nioszka za inwencję twórczą w zakresie spożywczym. xD
Tak czy inaczej… Wczoraj odbył się grill. No niby nic szczególnego grill jak grill, ale grupą 17 osób - no to już jest coś. Tak, dokładnie rzecz biorąc, odbyła się wczoraj pierwsza klasowa impreza, tzw. integracyjna. Generalnie to można zrezygnować z przyrostka “integracyjna”, ale w to już nie będę wnikał. Impreze zaliczam jak najbardziej to udanych. Szkoda tylko, że nie wszyscy dopisali, ale zrekompensują się następnym razem!
Jedyny minus imprezy to jej położenie. W żadnym wypadku nie mam nic do Leśki, która to organizowała. Chodzi mi tylko o komunikację. No ale nic, ja nie mam prawa narzekać bo w jedną i drugą stronę obijałem sobie głowę na tylnym siedzeniu w Renault Thalia należącym do rodziców Syrka.
Zastanawia mnie jedno… (censored…. na nie wytłumaczalne życzenie Syriusza) xD Anyway, wdzięczny jestem za tą podwózkę (tłoczyć się MPK - przykładem ruchu jednostajnie opóźnionego - jest nie w moim stylu).
No, ale nic. Czekamy do następnej imprezy, która odbędzie się… miejmy nadzieję, że w najbliższym czasie.
Pozdrawiam
PlushaQ
Odnośnik
Liczba komentarzy: 5
Welcome back! Fajnie tak wrócić do pisania na blogu.
A wszystko przez Kubę - ten to mnie motywuje do pisania tutaj. xD Co prawda nie w sensie “weź i napisz”, ale ostatnimi czasy mówił, że założy ponownie bloga - i założył! (dzięki temu mam jakąś motywację do pisania, no nie mogę być gorszy :-P)
Anyway, temat jak zawsze - nie ma nic wspólnego z treścią notki, więc się nim nie sugerować.
No nic, nowa buda = nowi ludzie i nowe obowiązki. Powiem szczerze, że pod koniec wakacji to już nawet sam z siebie chętnie bym poszedł do szkoły. Już mi się zaczęło tak nudzić, że to przechodzi ludzkie pojęcie. W każdym razie - wracając do sedna sprawy, szkoły - to buda jest naprawdę zajebista. Pomijając fakt, że wygląda jakby się miała zaraz zawalić, nauczycielka od chemii jest osobą, która myśli, że z informatyków/fizyków zrobi od tak, chemików i jakże miłej Pani Profesor od Polskiego (dzisiaj prawie usnąłem na jej lekcji), to jest naprawdę świetnie. Kadra nauczycieli, która nam się trafiła jest wręcz genialna. Chyba najlepszy jest jednak Fizyk, co prawda czasami zdarza mu się zacząć tłumaczyć od środka, ale da się to przeżyć.
Wydawać by się mogło, że pierwsze dwa tygodnie to będzie luz. A tu psikus - jak to mówi nasz nowy Historyk “SUPRISE!” - dzisiejsza praca domowa z matematyki obejmuje 6 zadań (co prawda nie są one jakieś pr0 długie, ale jak to podniośle brzmi…). Jeszcze wszystko by było ok, ale na lekcji dzisiaj to lekko z Tomkiem, Kubą i Homikiem zbaranieliśmy (Dudusia nie wymieniam w tej grupie, bo on zawsze wszystko rozumie xD). No szok, po prostu szok… Jakieś tam coś tam z czymś tam bez czegoś tam.
Zdanie logiczne od początku do końca.
W każdym razie, jest sympatycznie.
Dobra, kończę, ale kiedyś coś tu jeszcze skrobnę - nawet napewno, w końcu Kuba też już ma bloga.
Na specjalną prośbę Homika wstawiam tekst najlepszego sms’a roku, a oto cytat:
“poruchaj sobie swoją dziewczynę, bo ja zrobię to w czwartek” - Damn! Skąd Ci ludzie biorą takie pomysły? xD
Odnośnik
Liczba komentarzy: 6
Robiłem ostatnio porządki w zakładkach i znalazłem adres wordpress.com, no i sobie myślę… - może coś napiszę? No i piszę, a o czym? Powiem szczerze, że sam jeszcze nie wiem, “wyjdzie w praniu”. Kiedyś zarzekałem się, że nie będę nawiązywał do polityki, ale coś mnie jednak wzięło.
Ostatnio (czyt. wczoraj) oglądałem sobie spokojnie wiadomości, aż tu nagle widzę kretyna. Kretyna co o nim teraz praktycznie można mówić “Andrzej L.”. W sumie to Lepper mi w niczym nie przeszkadza, walczy o kasę dla rolników - ok; odwoływali go dwa razy - ok, mi to rybka, nie przejmuję się tym. To co mnie najbardziej dotyka w całej tej sprawie to dwóch większych (… - ocenzurowano, bo pójde siedzieć, w końcu żyjemy już w IV RP) braci. Jeden lepszy od drugiego - jak nie lustracja, to pochwała O. Rydzyka (chociaż, żaden z niego tam Ojciec - zwykły facet w sukience - żałosne!!). Jako, że mohery i inni wyznawcy Rydza to największa część elektoratu PiS (Podpieprzymy i Słońce), to Placek (Jarosław) musi pogłaskać o. Dyrektora po główce i przyznać mu rację, że nasza przepiękna pierwsza dama jest czarownicą i powinna się poddać eutanazji, bo straci popracie i “Jacek i Placek” spadną ze swoich stołków, a trzymają się naprawdę mocno.
W sumie to powiewa mi to, kto dyryguje tym Państwem i jak, zastanawia mnie tylko jedno - dlaczego nie wypieprzą z rządu Konia (napewno wiecie o kogo chodzi
)? Ten gość normalnie przechodzi sam siebie. Co prawda, ostatnio się zamknął i coś tam cicho pomrukuje w zaciszu swojego “ciasnego” pokoju poselskiego knując nowy plan przeciwko młodzieży. Ostatnio nawet zacząłem go podejrzewać o to, że się na nas mści. Nie wiem za co i nie wiem po co, ale pomysł z mundurkami, godzina policyjna i wliczanie religii do średniej ocen, to szczyt kretynizmu. O tyle godzina policyjna może by coś tam wniosła i trochę zabezpieczyła młodzież, to mundurki w celu odróżnienia dilera od ucznia są poprostu śmiechu warte, a o ocenie z religii to już wogóle nie wspomnę, bo moje zdanie na ten temat już dobrze znacie. Mam nadzieję, że on też w końcu stanie się niewygodny dla prezydenta, bądź premiera i jego też odwołają, ale niestety to tylko moje ciche marzenia.
No nic, było dzisiaj było trochę politycznie, ale powiedziałem co myślałem.
A teraz genialny cytat zaczerpnięty z serwisu bash.org.pl - “…ja się generalnie bardzo cieszę z obecnej sytuacji, wychodzę bowiem z założenia, że im bardziej ta banda niedouczonych dyletantów się rozpędza tym mocniej w końcu przypierdoli o ścianę.”
Pozdrawiam
PlushaQ
Odnośnik
1 komentarz